Relacja z Przystanku Woodstock 2014

Od 2011 roku Kolektyw Kostrzyńskich Anarchistów pojawia się co roku na Przystanku Woodstock, nie inaczej było w tym roku. Na tegorocznym festiwalu byliśmy obecni całą grupą na koncercie SKA-P (ZOBACZ FILM) oraz na Manu Chao. Jeszcze lata przed zorganizowaniem się w Kolektyw, całą ekipą chodziliśmy i obserwowaliśmy postępującą komercjalizację tej imprezy oraz jej upolitycznienie. Jurek Owsiak, który jeszcze nie tak dawno pojawiał się na demonstracjach antyglobalistycznych oraz krzyczał ze sceny o wolności i pogardzie dla polityków wszelkiej maści, z roku na rok ucieka w komercję ściągając coraz więcej sponsorów i korporacji. Dzisiaj pole Woodstockowe przypomina wielką, kiczowatą reklamę Play i Allegro, a nie pole festiwalu sprzed 10 lat. Klimat, który miała ta impreza zatraca się, a bycie tam często przypomina udział w kiepskiej reklamie, a nie na „wolnościowym” wydarzeniu, na jakie kreuje się ten festiwal. Organizatorzy, którzy jeszcze parę lat temu pogardzali polityką, dzisiaj zapraszają polityków, nawet prezydentów! Również zapraszane są różne wątpliwe autorytety pokroju Wojewódzkiego, którzy bez ogródek wychwalają kapitalizm i naszą „wolność” z miejsca, z którego widać fabryki niewolników tzw. „strefę ekonomiczną”, gdzie w czasie festiwalu ludzie pracują ponad siły, a umowy są przedłużane co dwa tygodnie. Ci ludzie nie maja nawet czasu spojrzeć i posłuchać jak te „autorytety” wychwalają kraj i system, w którym oni ledwo wiążą koniec z końcem, nazywając ten stan „wolnością”. W tym roku, tak jak w poprzednich latach, widać postępujące wyparcie alternatywy na rzecz polityki i komercji. Dzieje się to bardzo powoli, od wspomnianego zapraszania głów państwa, po przeniesienie organizacji pozarządowych z pasażu handlowego na górkę, koło ASP, gdzie dostęp do nich dla przypadkowych ludzi jest znacznie bardziej utrudniony. Dzieje się to pod przykrywką lepszej organizacji imprezy i dobra jej uczestników. Niestety, impreza ta nie wnosi już ducha wolności, a raczej go zabija, daje złudzenie wolności i stanowi w naszym Kolektywnym przekonaniu wentyl bezpieczeństwa krwiożerczego panującego ustroju. Warto jednak zaznaczyć, iż ludzie tam przybywający w dużej mierze chcą wolności, co widać na polu. Przy symbolach antyfaszystowskich czy znakach anarchii, na które to ludzie reagują bardzo pozytywnie, chodząc po polu z czarno czerwoną flagą czy też z  flagą „akcji antyfaszystowskiej”. Ludzie witali nas z uśmiechem, przytulali, dziękowali za to, że jesteśmy, pochwalali nasze zaangażowanie. To niewątpliwie jest pozytywne, jednak zastanawia nas fakt, dlaczego pomimo tak ciepłego przyjęcia przez uczestników festiwalu oni sami nie robią nic, aby zmienić otaczający ich świat. Uważamy, że jest to wina medialnej jak i edukacyjnej nagonki, która przejawia się także na festiwalach, typu Przystanek Woodstock, gdzie ludzi uczy się klaskania na widok prezydenta czy celebrytów, którzy nie maja im nic do zaproponowania oprócz dobrej zabawy przy piwie i iluzji wolności które dają te trzy dni festiwalu. Ci młodzi ludzie wierzą, że są wolni przez te parę dni każdego z festiwali zapominając o tym, że przez resztę roku są niczym więcej, niż trybami w maszynie, która wyciśnie z nich siłę i młodość, po czym zostawi na bruku bez prawa do emerytury.

GALERIA:

.